Krakowskie tradycje kapelusznicze mają niezwykle głębokie korzenie. To miasto przez wieki opierało się na rzemiośle, a każda pracownia rządziła się własnymi, surowymi zasadami. W Krakowie kapelusz nigdy nie był jedynie elementem garderoby – był częścią miejskiego kodu, czytelnym komunikatem na ulicy, w kościele czy na rynku. Choć czasy się zmieniły, tradycja przetrwała, o czym przypomina serwis krakow1.one.
Wielu mieszkańców doskonale zna warsztat przy ulicy Krakowskiej. Jego właścicielem jest Józef Horanży – człowiek, którego można nazwać jednym з ostatnich strażników tego fachu. To jedno z nielicznych miejsc w cieniu Wawelu, gdzie rzemiosło wciąż tętni życiem i nie stało się jedynie turystyczną dekoracją.
Jak Józef Horanży został kapelusznikiem: niezwykły zwrot w karierze

Wnętrze pracowni pana Józefa wypełniają dziesiątki kaszkietów i kapeluszy, które zdają się opowiadać historię zatrzymanego czasu. Mistrz przyznaje, że jego droga do tego zawodu nie była oczywista. Z wykształcenia jest mechanikiem urządzeń chłodniczych i początkowo wiązał przyszłość właśnie z tą branżą. Wszystko zmieniło się, gdy poznał swoją przyszłą żonę, Bożenę Kozłowską, pochodzącą z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach czapniczych. Pan Józef do dziś z dumą przechowuje w warsztacie rodzinne dyplomy, które przypominają o początkach tej rzemieślniczej sagi.
Rodzina Kozłowskich zajmowała się szyciem nakryć głowy już od końca XIX wieku, początkowo w Słomnikach. Do Krakowa przenieśli się w połowie lat 20. XX wieku, otwierając pracownię przy ulicy Starowiślnej. Fundamenty pod rodzinny biznes położył dziadek Bożeny – Adam Kozłowski, po którym pałeczkę przejął syn, a później sama Bożena. Gdy z powodu ciąży żona nie mogła pracować, Józef Horanży postanowił ją zastąpić. Nauka fachu trwała rok, zanim udało mu się stworzyć pierwszy pełnowartościowy kapelusz. Egzamin mistrzowski zdawał przed legendarnym krakowskim rzemieślnikiem, Janem Kurzydło.
Krakowscy kapelusznicy: cech, mistrzowie i zmierzch epoki

Po II wojnie światowej w Krakowie prężnie działał cech kapeluszników, a konkurencja była ogromna. Pan Horanży wspomina, że zaczynał naukę w czasach, gdy w mieście pracowały takie sławy jak Jan Kurzydło, Anna Stryszowska czy Fryderyk Frydel. Z biegiem lat rynek zaczął się jednak kurczyć.
Od 1990 roku Józef Horanży stał się w zasadzie jedynym przedstawicielem tej profesji w mieście. Rzemieślnik nie ukrywa, że branża boryka się z problemami – każdy wyrób jest indywidualny i wymaga specyficznego klienta, co sprawia, że walka o przetrwanie tradycyjnego warsztatu jest trudna. Mimo to, przez dekady udało mu się zbudować krąg stałych odbiorców i markę, która jest synonimem jakości. Co ciekawe, właściciel świadomie nie zmienia wystroju pracowni – to właśnie ta niezmienność podkreśla autentyczny, rzemieślniczy charakter miejsca.
Czy kapelusze są modne w XXI wieku? Opinia krakowskiego mistrza

Józef Horanży obserwuje zmieniające się trendy z dystansem. Uważa, że kapelusza nie wybiera się pod dyktando stylistów, ale poprzez przymiarkę – trzeba poczuć, czy dany model współgra z twarzą i charakterem. „Nie ma twarzy, do której nie dałoby się dobrać kapelusza” – twierdzi mistrz. Często barierą jest jedynie przyzwyczajenie, zwłaszcza jesienią, gdy po miesiącach chodzenia z odkrytą głową każde nakrycie wydaje się czymś obcym.
Obecnie renesans przeżywają kaszkiety z płaską główką, co jest zasługą popularności serialu „Peaky Blinders”. Wpływ popkultury był tak silny, że klienci pytali nawet o możliwość wszycia żyletek w daszek, by odwzorować filmowy symbol. Według rzemieślnika to uniwersalny model, który pasuje zarówno do sportowej kurtki, jak i eleganckiego płaszcza. Klasyczne kapelusze zamawiane są rzadziej, gdyż wymagają od właściciela szczególnej elegancji i specyficznego stylu bycia.
Drugie życie materiału: kapelusz ze starego ubrania

Ważną częścią pracy pana Józefa jest przerabianie odzieży. Klienci przynoszą materiały z drugiej ręki lub ubrania, których już nie noszą, prosząc o uszycie z nich czegoś nowego. Jeśli tkanina jest odpowiedniej jakości, kapelusznik podejmuje się wyzwania.
W ofercie pracowni znajdziemy także specjalistyczne zamówienia: czapki legionowe, mundurowe wzory austriackie, nakrycia głowy dla teatrów czy grup rekonstrukcyjnych. Każdy projekt traktowany jest z taką samą precyzją i uwagą.
Czapki studenckie – powrót do tradycji

Osobny rozdział stanowią czapki studenckie (dekielki). Choć w czasach PRL-u tradycja ta niemal zanikła, na początku XXI wieku, dzięki Studenckiemu Bractwu Czapierzy na Uniwersytecie Jagiellońskim, zaczęła powracać. Józef Horanży chętnie realizuje te zamówienia, tworząc charakterystyczne nakrycia głowy w kolorach przypisanych do konkretnych wydziałów, zarówno dla studentów, jak i kadry profesorskiej.
Józef Horanży: nie biznesmen, lecz rzemieślnik

Warsztat ukryty na zapleczu sklepu to królestwo narzędzi, które nie zmieniły się od dekad. Zamiast zautomatyzowanych linii produkcyjnych, znajdziemy tu klasyczne maszyny do szycia, stare nożyce i drewniane formy, z których korzystała jeszcze rodzina Kozłowskich.
Pan Józef nie uważa się za biznesmena. Dla niego logika czystego zysku i szybkiego obrotu towarem jest obca. W rzemiośle liczy się trwałość – wyrób ma służyć latami, a nie zostać sprzedany i zapomniany jutro. Każdy ruch ręki jest tu przemyślany, a pośpiech jest największym wrogiem jakości.
Jak wygląda dzień w krakowskiej pracowni?

Dzień pracy mistrza zaczyna się wcześnie rano i często kończy późnym wieczorem. Kluczem do wytrwania w takim rytmie nie jest dyscyplina, lecz pasja do tworzenia. Pan Józef kieruje się zasadą przejętą od teścia: produkt nie może być „prawie dobry”. Wszystko, co opuszcza pracownię przy ul. Krakowskiej, musi być bezbłędne. Satysfakcja klienta, który wraca po latach lub poleca warsztat znajomym, jest dla niego najlepszym dowodem na to, że tradycyjne rzemiosło wciąż ma sens.
